Albert Einstein

Albert Einstein: Gospodarcza anarchia społeczeństwa kapitalistycznego w jego obecnej formie jest moim zdaniem prawdziwym źródłem zła. Widzimy przed sobą ogromną społeczność producentów, której członkowie nieustannie usiłują pozbawić się nawzajem owoców swojej wspólnej pracy – nie siłą, lecz ogólnie rzecz biorąc zgodnie z legalnie ustanowionymi regułami. (…) Nieograniczona konkurencja powoduje ogromne marnotrawstwo pracy i okaleczenie społecznej świadomości jednostek, o którym wspomniałem wcześniej. Owo okaleczenie świadomości jednostek uważam za najgorsze zło kapitalizmu.(…) Jestem przekonany, że jest tylko jeden sposób wyeliminowania całego tego zła, a mianowicie stworzenie gospodarki socjalistycznej i systemu edukacyjnego ukierunkowanego na cele społeczne.

wtorek, 15 kwietnia 2014

Medialność, czyli piąty przekaz publiczny.



Medialność to termin dobrze nam znany. Przede wszystkim ze środowiska codziennego. Głównie kojarzy nam się z celebrytami, gwiazdkami show-biznesu, piosenkarzami, aktorami… Jednakże niewielu z nas zwraca uwagę na to, kto bytuje w naszym otoczeniu, a zdecydowanie zasłużył na popularność z różnych przyczyn (dobrych i złych). Zastanówmy się jak dochodzą do nas najnowsze pogłoski o różnych znanych osobach? Telewizja, prasa, Internet, droga ustna. W gruncie rzeczy te metody funkcjonują i w środowisku w jakim przebywamy – powołuję się głównie do szkolnego otoczenia. Opiszę bardziej sieć komunikacyjną najlepiej nam znaną z prostych przyczyn – nie znam osobiście ani jednej osoby, która miałaby swój własny program w TV.
Internet (czyli prasa).
Portale społecznościowe są żerowiskiem dla „detektywów”, czyli osób, które ze swojej strony nie wykazują żadnej aktywności, ale interesuje je, kto co robi w danej chwili. Osoby medialne – czyli te, o których w naszej strefie bytu możemy usłyszeć bardzo wiele – często propagują swoją osobowość (nie mylić z osobistość, chociaż w tym przypadku chyba nie ma za dużej różnicy) poprzez udostępnianie złotych myśli, milionów zdjęć, linków do blogów, muzyki, kanału na youtube.Jest to swego rodzaju zwiększanie popularności, na co chyba nigdy się nie zdobędę, bo nie czuję wielkiej potrzeby, żeby wszyscy znajomi mieli dostęp do moich przemyśleń.
Czy działalność na youtube powinna być przez nas ganiona? Ależ oczywiście, że nie. Jest to sposób twórczego wyrazu; robienia tego, co się lubi. Covery, gameplay’e, seriale. Tym zajmują się ludzie z ambicjami, o których później możemy usłyszeć na szkolnym korytarzu. Dodatkowym plusem dla youtubera jest fakt, że za porządnie wykonaną robotę może dostać wynagrodzenie w gotówce, a nie tylko oklaski i słowa wsparcia.Swoją drogą sztuka "wybicia się" jest równie trudna, bo jak z 0-widzowej niewidocznej myszy stać się kilkudziesięciotysięcznym docenianym zagrajmerem (wokalistą etc.). Czytając ten akapit możesz pomyśleć, że przedstawiłam tę jasną stronę youtube. Ale co z resztą praczymózgów, które tylko nas obrzydzają, zniesmaczają, sprawiają że mamy ochotę rzucić się z mostu? Tego oczywiście nie da się uniknąć. Gdzie nie spojrzeć, tam zawsze znajdzie się jakaś głupota, która aż emanuje i bije nas po oczach. Najlepiej puścić coś mimo uszu i po prostu dać temu egzystować w bezpiecznej odległości od nas.
Bloggerzy w swoim żywocie muszą naprawdę się wysilić, by ktokolwiek docenił ich pracę. W moim przypadku blog jest w zasadzie o niczym. Piszę o tym, co akurat zakrząta moją głowę i potrzebuje ujścia gdzieś w świat, gdzie mało kto zwróci na to uwagę. Jednakże jestem naprawdę przeciwna prowadzeniu Internetowego pamiętnika, a właściwie jego udostępnianiu na wyżej wspomnianych portalach społecznościowych. Są rzeczy o których można chcieć napisać, by dać odpocząć sumieniu, ale o pewnych właściwościach ludzkiego losu (mam na myśli różne wydarzenia, które kreują naszą historię) nie należy wspominać z kilku prostych przyczyn, których każdy się domyśla, np. znajomi mają tematy do rozmów - często bardzo niepochlebnych na temat blogerów i dosłownego opisywania ich przeżyć, co jest kolejnym tematem do bezsensownego wyżalania się na blogu i zastanawiania, dlaczego akurat to jego to spotyka? Może dlatego, że notoryczne pisanie "jest dobrze" lub "cisza zawitała w moim sercu" odpędza chyba większość czytelników, a przynajmniej mnie.
Podsumowując moją bezsensowną paplaninę można powiedzieć, że nie trawię osób, które w jakiś sposób robią z siebie albo światowe gwiazdy, albo udają cierpiętników, by ktokolwiek zaczął im współczuć i dał się złapać w ich sidła kłamstw. Ludzie, nauczcie się, że nie wszystkie sprawy wywlekamy poza nasze środowisko i nie ze wszystkim należy się zwracać do osób trzecich.

„ (…) złoczyńcy udają przyjaźń,
by zaatakować najmocniej tych,
których udało im się oszukać”
Barbara Rosiek – „Pamiętnik narkomanki”

[swoją drogą książka tak zachwalana przez ¾ młodzieży, a mnie jakoś nieszczególnie wciągnęła – sądzę, że to kwestia mojego lubowania w fantasy]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz