Albert Einstein

Albert Einstein: Gospodarcza anarchia społeczeństwa kapitalistycznego w jego obecnej formie jest moim zdaniem prawdziwym źródłem zła. Widzimy przed sobą ogromną społeczność producentów, której członkowie nieustannie usiłują pozbawić się nawzajem owoców swojej wspólnej pracy – nie siłą, lecz ogólnie rzecz biorąc zgodnie z legalnie ustanowionymi regułami. (…) Nieograniczona konkurencja powoduje ogromne marnotrawstwo pracy i okaleczenie społecznej świadomości jednostek, o którym wspomniałem wcześniej. Owo okaleczenie świadomości jednostek uważam za najgorsze zło kapitalizmu.(…) Jestem przekonany, że jest tylko jeden sposób wyeliminowania całego tego zła, a mianowicie stworzenie gospodarki socjalistycznej i systemu edukacyjnego ukierunkowanego na cele społeczne.

wtorek, 22 kwietnia 2014

Selekcja, czyli szósty przekaz publiczny.



Czy zastanawialiście się kiedyś pod jakim kryterium dobieraliście osoby, które Was otaczają? Wybór przyjaciół jest niezwykle ważny, żeby przeżyć na tym świecie. Która cecha, zachowanie, zainteresowanie skłoniło nas do zacieśniania więzi? Dobór towarzystwa odbywa się poprzez swego rodzaju selekcję, która ma na celu wykazanie wad i zalet poszczególnego kompana. Dla jednych ważne jest poczucie humoru, dla innych majętność, a dla jeszcze innych wspólne hobby. Sęk w tym, że należy znaleźć złoty środek. Jednoczesne uzupełnienie i ubarwienie naszego bytu.  
Mam dwie przyjaciółki, z którymi trzymam się przez większość swojego życia i bardzo je sobie cenię. Jedną podziwiam za zdrowy rozsądek i rady, dzięki którym nie rozsypałam wszystkiego dookoła siebie, a drugą za niemal sobowtórstwo w wielu kwestiach. Dziwię się, że tak dużo można poświęcić dla drugiego człowieka i złożyć część swojego ciężaru na jego barki.
Swoją obecność tutaj [na blogu] w zasadzie zawdzięczam im. Co prawda sama wpadłam na pomysł spisywania różnych przemyśleń akurat tu, lecz one popchały mnie dalej. Stwierdziły, że skoro dość dobrze mi to wychodzi (jestem zdania, że raczej gorzej niż lepiej) to dobrze by było, żebym dla swojego spokoju ducha to wszystko wypisywała. Jak powtarzam dużo razy: może to kogoś zaciekawi? Jedyną kwestią, jaka mi przeszkadza w blogowaniu to fakt, że najmądrzejsze wpisy siedzą mi w głowie przez cały czas, a gdy faktycznie chcę o nich napisać to mam pustkę. Aktualnie ciągnę temat selekcji o której dotychczasowo jakoś marnie wspominam.
Czym w zasadzie jest ta selekcja? Na czym ona polega? Selekcja to podział. Podział stron. Jednych wyrzucamy w kierunku ludzi, którzy tylko przemknęli przez nasze życie; innych w stronę osób, które mamy nadzieję, że zostaną na zawsze. Mam jednak kilka wyjątków bezstronności, z którymi nie wiem co zrobić. Czy wyrzucić ich do jednego boku, czy do drugiego. Cenię je sobie za otwartość w uczuciach i mówieniu wielu krzepiących rzeczy, ale jednocześnie ta przewidywalność mi uwłacza.
Niestety są też czarne strony w doborze przyjaciół, o których już trochę wspomniałam wcześniej. W większości oczekujemy nieustannych niespodzianek, które nam zafundują. Gorzej, gdy o tej osobie wiemy już w zasadzie wszystko i niczym nas nie zaskoczy. Może zabrzmi to dość brutalnie i radykalnie, ale po prostu zaczynamy się nudzić kimś takim. Ciągle szukam wrażeń, co doprowadzi mnie do obłędu. Szukam kogoś i czegoś, co zapewni mi nieustanną rozrywkę. Mimo, że ostatnimi czasy jestem bardziej domatorką niż duszą towarzystwa to bardzo brakuje mi poczucia zapomnienia i oderwania się od życia codziennego.  

wtorek, 15 kwietnia 2014

Medialność, czyli piąty przekaz publiczny.



Medialność to termin dobrze nam znany. Przede wszystkim ze środowiska codziennego. Głównie kojarzy nam się z celebrytami, gwiazdkami show-biznesu, piosenkarzami, aktorami… Jednakże niewielu z nas zwraca uwagę na to, kto bytuje w naszym otoczeniu, a zdecydowanie zasłużył na popularność z różnych przyczyn (dobrych i złych). Zastanówmy się jak dochodzą do nas najnowsze pogłoski o różnych znanych osobach? Telewizja, prasa, Internet, droga ustna. W gruncie rzeczy te metody funkcjonują i w środowisku w jakim przebywamy – powołuję się głównie do szkolnego otoczenia. Opiszę bardziej sieć komunikacyjną najlepiej nam znaną z prostych przyczyn – nie znam osobiście ani jednej osoby, która miałaby swój własny program w TV.
Internet (czyli prasa).
Portale społecznościowe są żerowiskiem dla „detektywów”, czyli osób, które ze swojej strony nie wykazują żadnej aktywności, ale interesuje je, kto co robi w danej chwili. Osoby medialne – czyli te, o których w naszej strefie bytu możemy usłyszeć bardzo wiele – często propagują swoją osobowość (nie mylić z osobistość, chociaż w tym przypadku chyba nie ma za dużej różnicy) poprzez udostępnianie złotych myśli, milionów zdjęć, linków do blogów, muzyki, kanału na youtube.Jest to swego rodzaju zwiększanie popularności, na co chyba nigdy się nie zdobędę, bo nie czuję wielkiej potrzeby, żeby wszyscy znajomi mieli dostęp do moich przemyśleń.
Czy działalność na youtube powinna być przez nas ganiona? Ależ oczywiście, że nie. Jest to sposób twórczego wyrazu; robienia tego, co się lubi. Covery, gameplay’e, seriale. Tym zajmują się ludzie z ambicjami, o których później możemy usłyszeć na szkolnym korytarzu. Dodatkowym plusem dla youtubera jest fakt, że za porządnie wykonaną robotę może dostać wynagrodzenie w gotówce, a nie tylko oklaski i słowa wsparcia.Swoją drogą sztuka "wybicia się" jest równie trudna, bo jak z 0-widzowej niewidocznej myszy stać się kilkudziesięciotysięcznym docenianym zagrajmerem (wokalistą etc.). Czytając ten akapit możesz pomyśleć, że przedstawiłam tę jasną stronę youtube. Ale co z resztą praczymózgów, które tylko nas obrzydzają, zniesmaczają, sprawiają że mamy ochotę rzucić się z mostu? Tego oczywiście nie da się uniknąć. Gdzie nie spojrzeć, tam zawsze znajdzie się jakaś głupota, która aż emanuje i bije nas po oczach. Najlepiej puścić coś mimo uszu i po prostu dać temu egzystować w bezpiecznej odległości od nas.
Bloggerzy w swoim żywocie muszą naprawdę się wysilić, by ktokolwiek docenił ich pracę. W moim przypadku blog jest w zasadzie o niczym. Piszę o tym, co akurat zakrząta moją głowę i potrzebuje ujścia gdzieś w świat, gdzie mało kto zwróci na to uwagę. Jednakże jestem naprawdę przeciwna prowadzeniu Internetowego pamiętnika, a właściwie jego udostępnianiu na wyżej wspomnianych portalach społecznościowych. Są rzeczy o których można chcieć napisać, by dać odpocząć sumieniu, ale o pewnych właściwościach ludzkiego losu (mam na myśli różne wydarzenia, które kreują naszą historię) nie należy wspominać z kilku prostych przyczyn, których każdy się domyśla, np. znajomi mają tematy do rozmów - często bardzo niepochlebnych na temat blogerów i dosłownego opisywania ich przeżyć, co jest kolejnym tematem do bezsensownego wyżalania się na blogu i zastanawiania, dlaczego akurat to jego to spotyka? Może dlatego, że notoryczne pisanie "jest dobrze" lub "cisza zawitała w moim sercu" odpędza chyba większość czytelników, a przynajmniej mnie.
Podsumowując moją bezsensowną paplaninę można powiedzieć, że nie trawię osób, które w jakiś sposób robią z siebie albo światowe gwiazdy, albo udają cierpiętników, by ktokolwiek zaczął im współczuć i dał się złapać w ich sidła kłamstw. Ludzie, nauczcie się, że nie wszystkie sprawy wywlekamy poza nasze środowisko i nie ze wszystkim należy się zwracać do osób trzecich.

„ (…) złoczyńcy udają przyjaźń,
by zaatakować najmocniej tych,
których udało im się oszukać”
Barbara Rosiek – „Pamiętnik narkomanki”

[swoją drogą książka tak zachwalana przez ¾ młodzieży, a mnie jakoś nieszczególnie wciągnęła – sądzę, że to kwestia mojego lubowania w fantasy]

wtorek, 8 kwietnia 2014

Zaufanie, czyli czwarty przekaz publiczny.



Żyłam w przekonaniu, że jestem nieufna i staram się nie wyjawiać szczegółów dotyczących mojej egzystencji. Dzisiaj jednak dotarło do mnie, że w zasadzie wszystkie karty odkryłam przed osobami, które w moim życiu pojawiły się po raz pierwszy, a mimo to dozgonnie im zaufałam. Ciężko powiedzieć, czy to dobrze, czy też nie. Każdy człowiek potrzebuje chwili wytchnienia i powierzenia innym swoich problemów w nadziei na zrozumienie. 

Takie spotkania zdarzają się,
gdy dochodzimy do kresu.
Musimy umrzeć duchowy, aby się odrodzić. 
Wtedy takie spotkania nas czekają.
Paulo Coelho "Miłość. Myśli zebrane"
 
Nie przypuszczałam, iż ta mała grupka bliskich mi osób jest w stanie tak szybko zyskać coś, na co niektórzy muszą pracować miesiącami, a nawet latami. Jak to jest, że każdy najgorszy grzech wyjawiłbyś drugiemu człowiekowi, bo mu tak ufasz i jesteś pewien jego szczerych intencji wobec ciebie?   Teraz powinnam podać jakiś życiowy przykład, który przybliży wam moje odczucia, abyście mnie lepiej zrozumieli, ale w zasadzie żaden mi teraz nie przychodzi do głowy. Może to dlatego, że nieoczekiwany zwrot akcji zmienił nieco mój tok myślenia i stara się go uformować w innym kierunku.
Mówią, że zabicie pająka zwołuje deszcz. Mogę śmiało powiedzieć, że załamanie pogodowe nastąpiło, ale w moim sercu. Teraz widzę, że przez te wszystkie lata oszukiwałam sama siebie, nie widząc w tym konkretnego celu, a mimo to ślepo w to brnęłam. Najważniejszym aspektem człowieka jest rozum, którego możemy używać w jakikolwiek sposób chcemy. Można być ze sobą szczerym i przy okazji ufać swojemu instynktowi, ale równie dobrze możne zamknąć się na dobre i pozostać w domu, aż do momentu, gdy ktoś w swoich buciorach wejdzie do naszego życia, by chociaż na chwilę pootwierać okna. Gdyby nie takie osoby to moja zgorzkniałość rosłaby we mnie, a ja nie miałabym na to zbytniego wpływu i pewnie przez większość czasu wolałabym unikać ludzi niż z nimi przebywać.
Dziękuję wszystkim, który postanowili wlać nieco światła do mojego życia i chcą dla mnie jak najlepiej. Gdyby nie Wy to zamknęłabym się w swoim pudełku głupoty już na dobre i byłoby bardzo ciężko mnie z niego wydostać.
Tak, dzisiejsza notka jest typowym wyżalaniem się. Mówieniem o tym, co mi w duszy gra. Raz za kiedy potrzebuję spuścić przysłowiową parę. Jestem przecież tylko człowiekiem. 
Czas na zmiany, moi Państwo.

czwartek, 3 kwietnia 2014

Rządza władzy, czyli trzeci przekaz publiczny.


Co to znaczy „rządza władzy”? Obecnie na arenie międzynarodowej możemy zaobserwować wyścig pomiędzy przywódcami danych państw o to, kto podbije świat. Ciężko stwierdzić co ich nakłania do coraz śmielszych posunięć. Jak to jest, że jedna osoba jest w stanie podburzyć lub zniwelować aktywność całego ludu? Jak to jest, że wystarczy ktoś z silną wolą, ambicjami, żeby mógł nazwać siebie swego rodzaju dyktatorem (a podwładni w to wierzą)? Sprawy tak bliskie wydają nam się zarazem nieosiągalne i jakby nierealne. Jak jeden obywatel może obalić rządy kogoś tak wielkiego i potężnego? Wydaje się być niemożliwe.

„Dyktatury” są znacznie bliżej niż nam się wydaje. Środowisko w jakim jesteśmy zmuszeni przebywać odzwierciedla nam arenę, na której toczą się nieustanne walki o przewodnictwo. Jedna osoba plus silny charakter i już co najmniej kilka osób postanawia za nią podążać. Najszybciej, najdokładniej nie zawsze znaczy najlepiej. Jak więc ktoś stojący z boku może zwrócić uwagę na siebie, bo może akurat to właśnie ON ma znacznie więcej oleju w głowie.

Anonimowość. Pojęcie względne.
Jak anonimowo zwrócić uwagę dyktatorowi, że coś co robi jest niekoniecznie dobre, żeby nie podburzyć go do działa na przekór? Oczywiście, jak wiadomo, rozmowa w cztery oczy w dzisiejszych czasach nie ma zbytniego sensu i większość rzeczy lepiej załatwić poprzez Internet. Teraz ludziom brakuje słów, żeby „na żywo” wyrazić to, co chce się przekazać. Łatwiej jest przemyśleć kilka zdań, naskrobać je w komunikatorze i wysłać.

Zasada jest prosta. Kto się nie postawi – ten zawsze pozostanie w cieniu. 



Jeśli planujesz zostać dyktatorem, lubisz podżegać do wojny, masz dostęp do ucha możnych tego świata, albo po prostu pasjami czytasz książki historyczne (...) Oto kilka podręcznych rad:
  • nie wypowiadaj wojny wszystkim sąsiadom na raz,
  • w czasie ataku nieprzyjaciela przydadzą się: działające radiotelefony, dokładne mapy oraz wygodne i ciepłe ubrania,
  • nigdy nie atakuj Rosji!!!  
Na podstawie: "Najgłupsze wojny" Ed Strosser/Michael Prince